Wspominałem jakiś czas temu o naszych mamach, które nawet z
kamienia potrafią chleba napiec. Każda mama okrasza miłością szykowane przez
siebie dania i nieba by uchyliła byle tylko smakowało. Moja „ortograficzna
stylistka” Ania Bożewicz, (która produkuje między innymi piękną biżuterię i
przy okazji – zapraszam na jej bloga „EUCHENIA”, bo Walentynki tuż za rogiem),
jako matka dwóch nastolatków Aleksandra i Mikołaja każdego dnia staje przed
kulinarnymi wyzwaniami. Ania opowiedziała mi ostatnio o zdarzeniu, które skłoniło
mnie do opisania poniższej historii. Pewnego dnia przeczytała na tablicy syna
na fb, że dla niego „smak nieba, to ruskie pierogi i pomidorówka mamy”. Nic dodać, nic ująć…
Moje NIEBO trwa już prawie 44 lata. Moje dzieciństwo to
smaki i zapachy: domowego ciasta w sobotę, kompotu z rabarbaru i ziemniaków z ogniska. Od
dzieciństwa musiałem pomagać w kuchni Mamie, a że miałem z tego radość - nie
protestowałem. Wszystko po to żeby „przyszłej żonie było lżej”, jak mawiała bardzo
stanowczo Mamusia. Żony brak, ale
gotowanie zostało. „Czym skorupka za młodu…” Jestem przekonany, że przede wszystkim Mamie zawdzięczam moje zamiłowanie do gotowania. Niedzielny zapach pieczonej cebuli
z boczkiem, kapuśniaku zabielanego śmietaną od babci Marysi z Wierzbowa… Tu
ciekawa historia, czy też może legenda: Ta wieś do XVIII w. nazywała się
Kuchmistszewo. Podobno, gdy Król Jagiełło przyjeżdżał na polowanie do Puszczy
Dybła, w tej wsi zatrzymywała się królewska kuchnia i stąd nazwa. Moi rodzice z
tej wsi pochodzą. Tam się poznali i pobrali. Tak wiec moja rodzinna kulinarna
tradycja jest nieco dłuższa niż tylko talent odziedziczony po Mamie. Może mój prapradziad
był królewskim kucharzem. Wracając do nieba – latem to sernik na zimno, zupa jagodowa z lanymi
kluseczkami, babka ziemniaczana, zupa dyniowa z ziemniaczanymi kluskami. Moja Mama bardzo smacznie gotuje. Pysznie i to, co najważniejsze - z sercem.
Wszystko robi z ogromnym sercem, a w jedzeniu czuje się tę miłość. Ale ciągle zmierzam do historii, którą
chciałbym dzisiaj Wam opowiedzieć.
Kilka dni temu moja Mama nie mogła zasnąć, więc
zamiast bez sensu tracić czas postanowiła go wykorzystać z pożytkiem. Była godzina 24:00. Naskrobała worek ziemniaków, starła je (dzięki Bogu tym razem radziecką
maszyną z przed 20 lat NOWI MODELI, bo mogła je zetrzeć na tarce, co zwykle
czyni), część ziemniaków ugotowała, przygotowała mięso i zrobiła 50 kartaczy
wielkości męskiej pięści. Po czym wszystko spakowała do garnka. Garnek zawinęła
w ściereczki. Trochę ciężko byłoby jej
to dźwigać, wiec pożyczyła sanki. Tej nocy temperatura spadła do -34C. (!)
Celem podróży był dworzec PKS w Grajewie, a dokładnie chodziło o złapanie pierwszego autobusu odjeżdżającego do Warszawy. (Grajewo jest moje miejsce na
świecie, potem jest NYC) Przesyłka została dostarczona kierowcy. Mamusia
przygotowała także dla Pana kierowcy pojemniczek z kartaczami z widelcem i
lnianą ściereczką. „Żeby Pan kierowca nie pobrudził mundurka”. Kierowca
oniemiał, ale bardzo się ucieszył. Pewnie się nie spodziewał pysznego śniadania
o 4:15 na dworcu PKS w Grajewie. Mamusia wróciła do domu. O 8:00 rano zadzwoniła do mego brata Roberta,
że jest przesyłka do odebrania w autobusie z Grajewa na Dworcu Wschodnim w
Warszawie. Oczywiście nic nie powiedziała o zawartości. Robert zawiózł Weronikę
do przedszkola i pojechał do dworzec. Odbiera przesyłkę: garnek zawinięty w
ręczniki i ściereczki. Pan kierowca nie mógł się powstrzymać i wygłosił tyradę
o miłości matczynej. Wtedy Robert zaczął podejrzewać, że mamusia przygotowała
dla niego niespodziankę. Nie spodziewał się, ale jakoś szczególnie zdziwiony
nie był - Mamusia słynie z takich kulinarnych niespodzianek: babka ziemniaczana
z chrupiącą skórką o 7:00 rano na śniadanie, bułeczki drożdżowe z twarogiem...
Dość często w bloku zapachy z naszego mieszkania budziły lokatorów. Po powrocie do domu Robercik otworzył garnek
pełen ciepłych kartaczy wszystko sowicie okrasił smażoną cebulą z boczkiem i
tak zaczął swój dzień.
I to jest mój i mojego brata SMAK NIEBA…
Dalej miała znaleźć się receptura na kartacze, ale tu pojawił się problem oraz gorący spór. Na kresach wschodnich jest to potrawa znana chyba przez wszystkich i uwielbiana od wielu pokoleń. Niemal każda pani domu ma swój własny sposób produkcji tego "nieba w gębie", a czasem tajemnice tych receptur są pilnie strzeżone i nie zdradza się ich obcym. Dodatkowo jeszcze potrafią bardzo się od siebie różnić i każda z "kucharek" twierdzi, że jej sposób przygotowywania kartaczy jest najlepszy. Mamy więc dwie szkoły - grajewską i augustowską:
Kartacze według Babci Czesi z Grajewa
Składniki
50 ml. Oleju rzepakowego
100 g posiekanej cebuli
